Msza św. Gregoriańska

Sam wiele razy odprawiałem Mszę św. gregoriańską w przekonaniu, że praktyka ta jest czymś najbardziej oczywistym w świecie. Dopiero kiedy ktoś z moich parafian zapytał mnie, na czym polega szczególny charakter Mszy gregoriańskich, uświadomiłem sobie, że nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Być może odpowiedź na nie będzie pożyteczna dla wielu innych kapłanów, więc z prośbą o wyjaśnienie zwracam się do redakcji „Homo Dei”. Czym jest Msza św. gregoriańska? Na czym polegają jej szczególne przywileje? Czym się różni od 30 Mszy św. odprawionych w tej samej intencji niekoniecznie dzień po dniu? Czym w ogóle różni się od jednej Mszy św., skoro każda Eucharystia ma wartość nieskończoną?

Msze Święte gregoriańskie tak „zadomowiły się” w naszym życiu religijnym, że większość wiernych z pewnością nie potrafi wytłumaczyć ich początków i sensu ich praktyki (najtrudniej bowiem wytłumaczyć to, co najbardziej oczywiste). Wobec tego odpowiedź na postawione pytania należy zacząć od przybliżenia źródła ich powstania. Choć instytucja Mszy gregoriańskich znana jest prawu kanonicznemu, to jednak nie ukazał się żaden dokument powołujący ją formalnie do życia. Obecnie obowiązujący Kodeks prawa kanonicznego z 1983 roku także nic o nich nie wspomina. Rozumienie instytucji Mszy gregoriańskich wypracowała nauka prawa, a jej ojcem jest papież Grzegorz Wielki (590-604). Urodził się około 540 roku w Rzymie, w arystokratycznej rodzinie. W trzydziestym roku życia został namiestnikiem Rzymu, czyli pretorem, ale po dwóch latach zrezygnował z tego urzędu i wstąpił do zakonu benedyktynów. Swoje wielkie posiadłości przeznaczył na klasztorne fundacje. Jako pierwszy zakonnik w historii Kościoła został wybrany na papieża. Ze względu na wielkie zasługi dla Kościoła, zwłaszcza za swoją działalność reformatorską, otrzymał przydomek „Wielki” – jako jedyny obok papieża Leona I (440-461). Obok innych dzieł pozostawił po sobie zawarte w czterech księgach Dialogi. Są one ludową legendą o świętych, która miała wykazać siłę religii i zachęcić do życia religijnego (Por. R. Fischer-Wollpert, Leksykon papieży, Kraków 1990, s. 37-39).

Św. Grzegorz Wielki w czwartej księdze Dialogów opisał zdarzenie, od którego biorą początek Msze gregoriańskie. Z tego właśnie względu warto chyba w całości je przytoczyć: Nie mogę zamilczeć, co jak pamiętam, stało się w moim klasztorze przed trzema laty. Był tam pewien mnich imieniem Justyn, znał się na leczeniu, i gdy byłem w klasztorze, starannie mnie obsługiwał i w ustawicznych moich chorobach zazwyczaj czuwał przy mnie. Zachorował i był umierający. Opiekował się nim w chorobie jego rodzony brat Kopiosus, który również teraz tutaj w mieście leczeniem zarabia na życie. Jednakże wspomniany Justyn, widząc, że jego kres się zbliża, powiedział swemu bratu Kopiosowi, że ma ukryte trzy złote pieniądze. Przed braćmi nie mógł tego ukryć; pilnie szukając i przerzucając wszystkie jego lekarstwa, znaleźli owe złote pieniądze w jednym z tych lekarstw. Gdy mi o tym doniesiono, nie mogłem obojętnie znieść tak wielkiego występku brata, który wspólnie żył z nami, stałą bowiem w naszym klasztorze było regułą, aby bracia tak wspólnie żyli, aby żaden z nich nie miał swej osobistej własności. Bardzo zmartwiony, począłem rozmyślać, co mam uczynić, aby umierającego nakłonić do pokuty, a żyjącym braciom dać naukę. Przywoławszy więc do siebie Pretioza, tegoż klasztoru przeora, tak mu powiedziałem: „Idź i staraj się, aby żaden z braci do umierającego się nie zbliżał; niech z żadnych ust nie otrzymuje słów pociechy, a gdyby, umierając, pragnął, aby bracia doń przybyli, ma mu jego rodzony brat powiedzieć, że z powodu tych solidów, jakie ukrywał, wszyscy bracia się nim brzydzą, aby przynajmniej przy śmierci gorzko żałował za swoją winę i oczyścił się z grzechu, jaki popełnił. Gdy umrze, jego ciało nie ma być pochowane z ciałami braci, lecz koło jakiejś gnojówki zróbcie dół i wrzućcie do niego jego ciało, a na nie wrzućcie trzy złote pieniądze, jakie zostawił, i wołajcie wszyscy razem: »Pieniądze twoje niech będą z tobą na zatracenie!« I przykryjcie go ziemią”. Chciałem w obu tych rzeczach pomóc braciom: umierającemu, aby gorycz jego śmierci od winy go uwolniła, żyjącym zaś braciom, aby tak surowy wyrok odstraszył ich od naśladowania jego winy. Tak się też stało. Gdy bowiem ów mnich był umierający i usilnie pragnął braciom się polecić, a żaden nie chciał do niego przybyć i z nim rozmawiać, powie dział mu jego rodzony brat, dlaczego wszyscy nim się brzydzą. Ten zaraz za swą winę bardzo żałował i umarł w swym zmartwieniu. Pochowano go tak, jak powiedziałem. Wszyscy bracia, wstrząśnięci tą karą, poczęli jeden po drugim przynosić drobne, liczne rzeczy, które według reguły mogli mieć u siebie, bardzo się bowiem lękali, aby nic nie mieli, za co mogliby być zganieni. Gdy już od jego śmierci minęło dni trzydzieści, począłem w duchu litować się nad zmarłym bratem i myśleć z głębokim smutkiem o jego katuszach, i szukać jakiegoś środka, aby mu pomóc. Wezwawszy do siebie Pretioza, przeora naszego klasztoru, smutny tak mu powiedziałem: Już długo ów zmarły brat w ogniu jest męczony; musimy mu okazać jakąś miłość i pomóc mu, o ile zdołamy, do uwolnienia. Idź więc i postaraj się, aby od dzisiaj przez trzydzieści dni składano za niego Ofiarę, żeby ani jednego dnia nie opuścić, w którym by zbawcza Hostia za niego złożona nie była”. Zaraz odszedł i uczynił tak, jak powiedziałem. Gdy byliśmy zajęci innymi sprawami i nie liczyliśmy minionych dni, ów zmarły brat pewnej nocy ukazał się w widzeniu swemu rodzonemu bratu Kopiosowi. Gdy ten go ujrzał, zaraz zapytał: „Co z tobą, bracie?” Odpowiedział: „Dotąd było źle, lecz teraz mi jest dobrze, bo dzisiaj zostałem przyjęty do wspólnoty”. Zaraz Kopiosus zawiadomił o tym braci w klasztorze. Bracia starannie po liczyli dnie, a właśnie był to dzień, w którym po raz trzydziesty Ofiara za zmarłego została złożona. Ponieważ Kopiosus nie wiedział o Ofierze braci, a ci nie wiedzieli o widzeniu Kopiosa, w tymże samym czasie poznali: ten, co bracia uczynili, a oni, co on widział; widzenie i Ofiara ze sobą się zgadzały. Z tego wyraźnie się okazało, że zmarły brat przez zbawczą Hostię z katuszy został uwolniony (Św. Grzegorz Wielki, Dialogi, w: Pisma starochrześcijańskich pisarzy, t. II, Warszawa 1969, s. 212-214).

Z tego zatem wydarzenia i od tego papieża wzięły początek i nazwę Msze Święte gregoriańskie – missae gregorianae, popularnie nazywane także gregoriankami. Rozumiemy przez nie trzydzieści Mszy Świętych sprawowanych za jedną zmarłą osobę. Innym ważnym elementem w tych Mszach jest ich ciągłość, to znaczy, że mają być odprawiane codziennie przez trzydzieści dni, tak jak życzył sobie tego św. Grzegorz: Aby od dzisiaj przez trzydzieści dni składano za niego Ofiarę, żeby ani jednego dnia nie opuścić, w którym by zbawcza Hostia za niego złożona nie była (Św. Grzegorz Wielki, Dialogi, w: Pisma starochrześcijańskich pisarzy, t. II, Warszawa 1969, s. 214.).

Zwyczaj odprawiania Mszy Świętych gregoriańskich przetrwał do naszych czasów, a Kościół w swoich dokumentach aprobował go. Aprobata ta była wyraźna, a nie tylko milcząca. I tak np. Sobór Trydencki potwierdza sensowność sprawowania Eucharystii za zmarłych: Gdyby ktoś mówił, że Msza jest tylko ofiarą pochwalną i dziękczynną lub jedynie pamiątką ofiary złożonej na krzyżu, a nie przebłagalną; albo że pomaga wyłącznie przyjmującemu [Komunię] i nie powinna być składana za ży­wych i umarłych, za grzechy, kary, zadośćuczynienia ani w innych potrzebach – niech będzie wyklęty (Sobór Trydencki, Sesja 22: l/B. Nauka i kanony o Najświętszej ofierze mszy świętej, w: Dokumenty soborów powszechnych, t. IV, Kraków 2004, s. 647). W dokumentach tego soboru znajdujemy także wypowiedzi odnoszące się wprost do Mszy gregoriańskich. Przy omawianiu różnych nadużyć dotyczących należnej czci dla Ofiary Mszy wspomina się o zwyczajach towarzyszących Mszom gregoriańskim (Por. SobórTrydencki, Dokumenty po sesji 21, w: Dokumenty soborów powszechnych, dz. cyt, s. 630, 633; tamże, Sesja 22: II. Dekret o odprawianiu mszy świętej, s. 651). Choć w tych dokumentach nie ma wyrażonego stanowiska wobec tych Mszy, to jednak samo ich wspomnienie świadczy o ich aprobacie przez najwyższą władzę kościelną. W wielu późniejszych orzeczeniach ta aprobata jest już wyrażana wprost. Ponieważ nagromadzone opinie teologów i kanonistów w sprawie odprawiania gregorianek budziły wątpliwości, 24 lutego 1967 roku ówczesna Kongregacja Soboru wydała – z polecenia papieża Pawła VI – deklarację, w której uregulowała dyscyplinę kościelną mającą obowiązywać przy odprawianiu Mszy gregoriańskich (Por. Sacra Congregatio Concilii, Declaratio de continuitatae celebrationis missarum tricenarii gregoriani, 24 februarii 1967, AAS 59 (1967), s. 229-230. Tekst polski w: Posoborowe prawodawstwo kościelne, 1.1, z. 1, Warszawa 1968, s. 217). Zgodnie z normami tam zawartymi gregorianka może być przerwana, ale tylko z racji nieprzewidzianej przeszkody, np. nagłej choroby, albo z powodu innej rozumnej przyczyny, np. Mszy Świętej pogrzebowej lub za nowożeńców. W ten sposób przerwana gregorianka – wyjaśnia deklaracja – ma z woli Kościoła te same owoce wstawiennicze, jakie dotychczas przypisywała jej praktyka Kościoła i pobożność wiernych. Po ustaniu przeszkody odprawiający gregoriankę kapłan ma obowiązek dopełnienia jak najszybciej trzydziestu Mszy Świętych. Ważność tej dyspozycji podkreśla także fakt, że Kongregacja Soboru zobowiązała ordynariuszy do czuwania, by nie dochodziło w tej materii do nadużyć.

Rozważając praktykowany zwyczaj odprawiania trzydziestu Mszy Świętych za zmarłą osobę, warto wspomnieć, iż bernardyni z Rzeszowa chcieli wprowadzić zwyczaj odprawiania czterdziestu czterech Mszy Świętych – ąuadraginta ąuattuor Missarum. Msze te sprawowane miały być jednak za osobę żywą i niekoniecznie musiała tutaj być zachowana ciągłość czterdziestu czterech dni. Taka osoba, w której intencji aplikowano by tę liczbę Mszy świętych, po swej śmierci miała zostać uwolniona od kar czyśćcowych. Źródłem takiej praktyki miało być rzekome objawienie Boże, jednak w krótkim czasie zaniechano jej, ponieważ została potępiona i zabroniona przez Kongregację Świętego Oficjum dekretem z 17 marca 1934 roku, który uzyskał aprobatę papieża Piusa XI. Co więcej, rozpowszechnianie takich Mszy i przyjmowanie na nie stypendiów groziło duchownym karą suspensy, zaś świeckim zakazem przyjmowania sakramentów. Kary te były zaciągane ipso facto (Por. Suprema Sacra Congregatio S. Officii, Decretum, Praxis ąuam dicunt „quadragintaquatuormissarum” reprobatur, 17 martii 1934, AAS 26 (1934), s. 233).

Na tym tle zupełnie inaczej wyglądają Msze Święte gregoriańskie, które przez stulecie przetrwały do naszych czasów i zyskały aprobatę władzy kościelnej. W tej materii wartymi podkreślenia są słowa Świętej Kongregacji Odpustów, która w dekrecie z 15 marca 1884 roku wyjaśniła, że zaufanie wiernych do Mszy gregoriańskich jako szczególnie skutecznych dla uwolnienia zmarłego od kary czyśćca należy uważać za rozumne i zgodne z wiarą (pia et rationabilis, et praxis easdem Missas celebrandi est in Ecclesia aprobata) (Por. Sacra Congregatione Indulgentiarum, Decretum, De Gregoriano Tricenańo de Altan 5. Gregorii In Monte Coelioetde Altribus Gregorianisadinstar, 15 martii 1884, AAS 16(1884), s. 508-509).

Aplikowana Msza Święta za osobę zmarłą ma na celu wstawiennictwo u Boga za tę osobę, by wyprosić u Niego uwolnienie jej od kary za grzechy, czyli zbawienie. Mszy gregoriańskiej od samego początku towarzyszyło mocne przekonanie wiernych o szczególnej jej skuteczności dla zmarłych cierpiących w czyśćcu (Por. Sacra Congregatione Indulgentiarum, De Gregoriano Missarum Tricenario, 24 augusti 1888, AAS 21 (1888), s. 254-256). Każda sprawowana za zmarłą osobę Eucharystia ma taki właśnie skutek, jednak w przypadku omawianych tutaj Mszy Świętych mamy do czynienia tylko z przekonaniem wiernych, które wskazywało zawsze na szczególną ich skuteczność. Wymagana liczba trzydziestu Mszy nie może być nigdy uważana za gwarancję wybawienia od pokuty po śmierci, ale Msze gregoriańskie mogą być podstawą nadziei na szczęśliwy los wiernych zmarłych. Ostateczna bowiem skuteczność tych Mszy i zbawienie człowieka zależą od Pana Boga. Kościół nie przypisał im żadnych przywilejów i odpustów, ale od czasów św. Grzegorza Wielkiego ocenia pozytywnie zaufanie, jakie wierni w nich pokładają. Owszem, każda Eucharystia ma wartość nieskończoną (Por. Jan Paweł II, Encyklika Ecclesia de Eucharistia. O Eucharystii wżyciu Kościoła, 17 kwietnia 2003, nr 11), ale to nie znaczy, że wystarczyłoby sprawować tylko jedną Mszę Świętą za daną zmarłą osobę. Wielość Mszy daje osobie zamawiającej większa pewność zbawienia jej zmarłego bliskiego, a także świadczy o trosce o jego życie wieczne. Skoro Eucharystia jest „sakramentem miłości” (Benedykt XVI, Adhortacja apostolska Sacramentum Caritatis. 0 Eucharystii, źródle i szczycie życia i misji Kościoła, 22 lutego 2007, nr 1), to czy można tę miłość wyrazić tylko w jednej sprawowanej Eucharystii? Czy miłość nie wymaga dawania ciągłych dowodów? Czy miłość kończy się wraz ze śmiercią i pogrzebem bliskiej osoby? Te retoryczne pytania wydają się potwierdzać sensowność praktyki Mszy Świętych gregoriańskich.

Na koniec jeszcze raz warto uściślić, że Msze gregoriańskie to trzydzieści Mszy Świętych sprawowanych nieprzerwanie przez trzydzieści dni za jedną zmarłą osobę (nigdy za wielu zmarłych) przez jednego bądź wielu kapłanów. Przerwanie ciągłości trzydziestu dni możliwe jest tylko w nadzwyczajnych sytuacjach i domaga się natychmiastowego uzupełnienia tej liczby Mszy Świętych, gdy ustanie przeszkoda powodująca przerwę. Według wiary wiernych, potwierdzonej przez Kościół liczny­mi dokumentami, Msze te są najbardziej skutecznym sposobem modlitwy za osoby, które potrzebują oczyszczenia po śmierci. Z tego właśnie względu praktyka taka winna być zachowywana i polecana.

Marek Saj CSsR

Rok Liturgiczny
banner
Archiwum newsów
Szukaj na stronie
Newsletter